LADING

Zręczni. Historia …

Po lekturze książki Zręczni. Historie z warszawskich pracowni i warsztatów ogarnęła mnie zazdrość i wdzięczność – jednocześnie!

Zazdroszczę autorce spotkań z ludźmi, którzy zajmują się rzemiosłem od ponad ćwierć wieku.To nie tylko fantastyczni gawędziarze, ale również prawdziwi fachowcy w swojej dziedzinie.

Wdzięczna jestem, że w tak interesujący i wciągający sposób podzieliła się z nami zapisem tych rozmów. „Zręczni” to książka pełną niesamowitych opowieści o rzemieślnikach, którzy szczerze i z naturalną pasją opowiedzieli o swojej pracy, wplatając również wątki osobiste.  To również spora dawka wiedzy na temat wielu technik rzemieślniczych, które kiedyś prężnie wypełniało wiele pracowni a dziś – w odosobnieniu funkcjonują jako ciekawostka lub przestają istnieć.

 

Zręczni. Historie z warszawskich

 

H I S T O R I A

Pierwsze strony pozwalają nam przenieść się do starej, przedwojennej – prawobrzeżnej Warszawy pełnej żydowskich pracowni i warsztatów. I choć – brakowało mi w tym miejscu kilku starych zdjęć, które bardzo lubię – to opis był na tyle sugestywny, że pozwolił mi przenieść się w czasie. Pracownie krawieckie [szycie kołder,  kapeluszy], zakłady szklarski i drukarnie, studia fotograficzne, zakłady kowalskie.  Kuśnierze, perukarki, szewcy. Ulice pełen specjalistycznych sklepów, w których można było nabyć między innymi – towary do pakowania [szpagat, worki i sznury], artykułu jubilersko-zegarmistrzowskie, produkty metalowe. Mnóstwo nazwisk, które oczami wyobraźni widziałam na starych szyldach przed pracowniami i warsztatami.

Kolejne rozdziały opisują losy powojennej „prywatnej inicjatywy”, czyli „czasy, w których uczniowie i czeladnicy szybko zakładali własne warsztaty. Często też osoby o innym wykształceniu zaczynały zajmować się rzemiosłem, bo to prostu dawało chleb. Był to taki boom powojennej przedsiębiorczości, który trwał mniej więcej do 1949 r.” – podkreśla autorka w wywiadzie – Dzieje.pl

Kolejne rozdziały to czas przymusowego zakładania spółdzielni a po nich szeroko omówiony okres roku 1989, czyli dziesięć plag okresu przemiany.

 

 

R Z E M I E Ś L N I C T W O

Najciekawszą, dla mnie –  treścią w książce Zaradni – są opisy konkretnych pracowni i warsztatów rzemieślniczych. Poznajmy konkretne pracownie za którymi stoją konkretne osoby. Ich losy, ich zmagania o przetrwanie. Dostosowanie się do obecnej sytuacji, zdobywanie klientów, materiałów. Przyuczanie uczniów do zawodu.

 

Czapka. Coś założyć na głowę

W rozdziale czytamy : Dress code był restrykcyjny. Czapki z daszkiem nosili mniej zamożni, meloniki i kapelusze – lepiej sytuowani. Wyjść na ulicę bez nakrycia głowy – to było nie do pomyślenia dla szanującego się obywatele.  Czapka maciejówka – widoczna na zdjęciu, kaszkiety, degolówki, dokerki … krótka historia, kto je nosił oraz jak wyglądał proces ich powstawania. Jaki rodzaj maszyn był niezbędny, by je prawidłowo uszyć, jak zadbać o ich wykończenie.

Zręczni. Historie z warszawkich

Kołdra. Pod czym spać.

Wełniana, pierzowa czy syntetyczna? A może ze starych swetrów. „Kiedyś często wykorzystywano wełnę wtórną. Ludzie przerabiali, przegręplowywali. Swetry, czapeczki, rajstopy były z włókna naturalnego. Był do tego potrzebny szarpak, urządzenie w kształcie bębna. Wciągał swetry, rozrywał ne na strzępki, by znów otrzymać z nich włókna. Taki rozdrobiony materiał się gręplowało”.

Kolejne rozdziały opisywały – tworzenie abażurów, szczotek , świecących reklam w kształcie neonów. Każdy z nich wyjątkowo interesujący i opisany w miarę możliwości szczegółowo. Tak by nie zanudzić a zaciekawić.

Praca jest sensem.

Rozdział – wyciskacz łez. Jesteśmy w warsztacie – Wytwarzanie Szkła Technicznego i Laboratoryjnego – niecałe dziesięć metrów przestrzennych. Pracownia wytwarzająca specjalistyczne termometry. Z roku na rok realizująca coraz mniej zamówień, ale postać Pana Skrobiszewskiego opisana tak realistycznie, osobiście. Mój ulubiony cytat : „Logika mówi żeby zamknąć działalność. Serce, aby codziennie włączać palnik”. Pewnego dnia, nasz bohater nie przychodzi do pracy. Warsztat przestaje istnieć. Niecałe dziesięć metrów kwadratowych zmienia się w kawiarnie Temperatura.

Biznes z tradycją.Powrót

Bardzo interesujące spojrzenie na budowanie marketingu opierając się na tradycji. Przykłady, badania które przekonują, że warto odwoływać się do tradycji rzemieślniczych. Podkreślać tradycje, historię i lokalność. Budować nastrój, który nawiązuje do wspomnień. Opowiadać historię. „Badania wykazują, że na podstawie zbioru różnych bodźców ludzie sami tworzą narrację. Mamy naturalną tendencję, żeby sobie coś dopowiedzieć” –  wyjaśnia Konrad Maj, psycholog społeczny z SWPS Uniwersytetu Humanistyczno – społecznego. .. a więc, nie wiele trzeba – zdjęcia, stylizowane na stare reklamy, kilka odpowiednich detali. Rozdział – lekko szokujący, ale z pewnością do przemyśleń.

Zawody rzemieślnicze. Vademecum.

Bardzo czytelnie opisane między innymi takie pojęcia jak – bednarstwo, brązownictwo, drykierstwo czy sztukatorstwo. Nawiążę do szczególnie mi bliskiego bieliźniarstwa [jako propagatorka i miłośniczka szycia ręcznego – zerknij na moją stronę NITKOMANIACY ] opis wymagań od czeladników i mistrzów wymagałaby ode mnie – dokształcenie 🙂 Czytamy :

Czeladnicy i mistrzowie musieli opanować: techniki szycia ręcznego w tym ściegi podstawowe – przed igłą, za igłą fastrygowy, pętelkowy, obrzucający, podszewkowy, kryty, krzyżykowy, dziergany, pikowy, sznureczek, łańcuszek i rygielek … i w tym, miejscu mogłabym wskazać kilka, których nie znam 🙂

 

P O D S U M O W U J Ą C

Dziękuje Pani Katarzynie Chudyńskiej Szuchnik za fantastyczną opowieść o warszawskich rzemieślnikach. W książce Zręczni. Historie warszawskich pracowni i warsztatów znajdziesz nie tylko zarys historyczny branży rzemieślniczej, ale poznasz konkretne techniki rzemieślnicze, ludzi którzy się nimi zajmowali. Z opisów wyobrazisz sobie wygląd pracowni, zapach używanych środków, dźwięk narzędzi.

Autorka we wstępie pisze, że „Nie lubię określenia „ginące zawody”, czarno-białych zdjęć z warsztatów, melancholijnych ujęć spracowanych rąk„. Jednak dla mnie to właśnie  właśnie kilka takich ujęć z miejsc pracy – brakuje. Nie określiłabym ich jako sentymentalnych. Dla mnie to podglądanie prawdziwych mistrzów przy pracy a dla wnikliwego obserwatora wiedza na temat używanych materiałów i narzędzi.